Rozdział I - Moc kryształu.
Ofiarny ogień- 06-09-2010, 12:19 Zakapturzona postać wyszła spomiędzy drzew, zbliżając się do ułożonego w kręgu kamieni ogniska. Kulący się przy nim mlodzieniec zerwał się z miejsca, po to, by zgiąć się przed przybyszem w pokornym ukłonie. - Pa.. pani? - obszarpany chłopak zająknął się nerwowo. Spod kaptura dobiegło pogardliwe parsknięcie, a potem cichy szept wypowiedzianego zaklęcia i na miejscu odzianego w fiolet męzczyzny przy pokrytych runami skałach stała czarnoskóra kobieta w lśniącej bielą sukni. - Czemu tak się przyglądasz?! - warknęła na niego z pogardą. - Rozniecaj ogień! Mam to, czego szukałam. Onyks skinęła dłonią na młodzieńca, ponaglając go gestem. Gdy zabrał się do pracy, dobiegł do niego pełen kpiący głos magiczki. - Wyobraź sobie, że miałam konkurenta. On obserwował naszych poszukiwaczy, a ja obserwowałam jego. W odpowiednim momencie dokonałam.. zamiany. - skrzywiła się mimowolnie - Światu nie będzie go brakować. Dziwne, że ci sami, którzy mieli obiekcje przed odnalezieniem kamieni dla mnie, dali się przekonać komu innemu. Wystarczyło trochę uprzejmości i obietnica, że zniszczę diamenty. - na delikatnych ustach kobiety pojawił się zimny uśmiech. Powietrze wypełnił zapach ziół a niemal czarnej barwy dym uniósł się wysoko. Onyks odetchnęła głęboko i szepnęła jakby do siebie: - Tak długo na to czekałam. W jej dłoni pojawił się znikąd nóż o pofalowanym ostrzu. Drugą ręką szarpnęła mocno młodzieńca i podeszła w stronę ognia. Jedno precyzyjne cięcie i wokoło rozniósł się metaliczny zapach krwi a ciało opadło bezwładnie na ziemię. Uniosła ostrze w górę trzymając je w wyciągniętych dłoniach. Skapująca z niego krew zasyczała opadając na rozżarzone kawałki drewna. Postać zamknęła oczy i zaintonowała modlitwę. - Uluma Rymn''e, składam Ci Panie tę ofiarę. Weź duszę tego człowieka i spojrzyj łaskawie na inny dar, jaki Ci przyniosłam. Gdy leżące pod stopami kobiety ciało skurczyło się i wyschło, wokoło jej sylwetki zaczęły lewitować trzy jednakowe kamienie, które okrążywszy ją przeniosły się nad ogień, nadal układając się w okrąg. Onyks szepnęła cicho słowa ofiarowania a na jej gest kamienie upadły w płomienie. Rozległ się głośny trzask a klejnoty stanęły w ogniu. Ku niebu uniosła się struga fioletowego światła, gdy zaklęte w kamieniach dusze i magiczna energia wielkich czarodziejów rodu Arnauld powiększyły chwałę Rymna. Magiczka zadarła głowę w górę, wpatrując się pełnym zachwytu wzrokiem w słup ofiarnego ognia. Jej serce wypełniało szczęście. Ofiara została przyjęta. |