Aktualna Pora dnia w grze
 
Spotkanie z Elfem
23 wschód bez deszczu, przedmieścia Britain

Całe pole prosa zmarniało. Trzymałem w dłoniach połamane źdźbła. Matka biedziła się nad naszymi zapasami. Poszła dziś na targ sprzedać konia za trzydzieści sztuk złota. Było niesamowicie gorąco, zdawało mi się, że bogowie nie mają litości nad nami i zsyłają takie upały. Nawet woda w stawie już wyschła! Robiłem ze skóry trzewiki, gdy ojciec poszedł do lasu po opał. W tej właśnie chwili niebo ściemniało, albo mi z ciepła coś na wzrok padło. Ale całe niebo zakryło się gęstymi chmurami. Zbierały się, po całej okolicy rozrzucając grzmoty, jeszcze tylko piorunów nie było. Zebrałem kawałki skóry i schowałem się w domu, czekając z niecierpliwością na pierwsze krople deszczu. Nie martwiłem się o matkę, gdyż z pewnością schroniła się gdzieś w mieście, a ojciec zapewne wrócił czym prędzej do leśniczówki. Przywarłem do okna wdychając już orzeźwione powietrze, które przegoniło duchotę i skwar.

Deszcz zaczął delikatnie smagać ziemię. Widziałem, jak niemalże pije spragniona tych kropel. Po chwili rozpadało się ogromnie, więc zasłoniłem okna i rozpaliłem świecę. Siedząc tak i rozmyślając, jak wykorzystać te nagłe opady, usłyszałem nieśmiałe kołatanie do drzwi. Przez szpary widziałem światło z kaganka. Otworzyłem suwak i uchyliłem drzwi. Stała za nimi postać ociekająca wodą z kapturem mocno zaciągniętym na czoło. Otworzyłem drzwi szerzej i wpuściłem przybysza do środka. Zaraz też ściągnął z głowy kaptur. Oczom moim ukazał się przepiękny, ale i niezwykły widok. Istota ta miała piękne, długie włosy, błyszczące ciemnością i duże, jasne oczy. Była bardzo wysoka i nie mogła być człowiekiem. Oniemiały, usunąłem się w kąt chaty. Istota przyjaźnie się do mnie uśmiechnęła i rzekła: „Nie bój się. Jestem Neardia, córka króla elfów. Przybyliśmy wam pomóc. Zawrzyjmy wieczne przymierze.”. Jej głos brzmiał jak najpiękniejsza melodia. Zdawało mi się, że śnię, lecz kiedy dotknąłem wyciągniętej w moją stronę dłoni istoty, wszystko stało się jak najbardziej prawdziwe. Elf dał mi skórzany woreczek z pięknymi haftami, wziął kaganek i wyszedł. Patrzyłem na jej postać, oddalającą się w stronę innych domów. Zajrzałem do woreczka. Były tam grube nasiona jakiejś rośliny. Gdzieś głęboko w sercu miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę Neardię.


Doodano: 2008-01-05